Kliknij tutaj --> 🐳 wywiad z żołnierzem gromu
Białoruski opozycyjny dziennikarz związany z kanałem NEXTA Tadeusz Giczan opublikował kolejny fragment „wywiadu” białoruskiej reżimowej telewizji z polskim żołnierzem. Na nagraniu słyszymy, jak Emil Cz. twierdzi, że „polska straż graniczna zastrzeliła co najmniej dwóch polskich wolontariuszy”.
Read Wywiad z władzą - Oriana Fallaci - ebook by Darmowe E-booki on Issuu and browse thousands of other publications on our platform. Start here!
Amerykański żołnierz, antyfaszysta Interesujący wywiad z byłym amerykańskim żołnierzem piechoty morskiej Johnem Mcintyre przeprowadzony przez Murada
📺 Jak walczy dziś Kijów - obejrzyjcie reportaż Układu Otwartego: https://youtu.be/llb0VXQWbjAPolski dowódca plutonu w Legionie Międzynarodowym został
Dlatego nie każdy może i powinien być żołnierzem. - Pojęcie wojny sprawiedliwej, po łacinie: bellum iustum – może dopowiem krótko, jeśli, Mariuszu, pozwolisz, żeby nie zostawiać naszych czytelników z samym tylko hasłem – znane jest od starożytności, najpierw tej niechrześcijańskiej (np. Cyceron), potem chrześcijańskiej (np.
Site De Rencontre Gratuit Dans Le 04. 18+ Ta strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Zapamiętaj mój wybór i zastosuj na pozostałych stronach Filmik autorstwa jednego z członków 1LDOT (1 Lubuska Drużyna Obrony Terytorialnej) przedstawiający najlepszych z najlepszych Pan Bogusław Linda przeprowadza wywiad z żołnierzem GROMU na temat gry Medal of Honor Warfighter. Takie wywiady to ja mogę zawsze oglądać. Szymp • 2014-03-17, 14:58 Najlepszy komentarz (41 piw) Tylko ja mam wrażenie, że Linda nie wie o czym rozmawia, pytania ma gdzieś z góry podyktowane a w te grę nie grał ani razu ? Polskie Siły zmontowany filmik przedstawiający, zakres działania pamiętać, że Polacy są w czołówce najlepszych jednostek SF na świecie. Polecam przeczytać książkę "Grom siła i honor z gen Sławomirem Petelickim" Jak komuś się nie podoba to scroolujcie dalej i odpuście sobie durny hejt. KwusheR • 2014-03-03, 16:16 Najlepszy komentarz (44 piw) lajtek12 napisał/a: a dodam tylko ze najlepsze jednostki specjalne sa takie o których nikt nie wie a są takie na pewno Powiedział lajtek12, minister obrony internetu. Nowoczesne centrum dowodzenia dzisiejszych mafii xts • 2014-02-19, 20:13 Najlepszy komentarz (45 piw) Nasze dobre chłopaki ciekawie zmontowane, materiał świeży 3:18 jaja wielkości piłki do kosza pozdro Ofensywa jednostek specjalnych chyba zaczęta! Powyżej filmik, chyba promujacy bo o co innego może chodzić, JW FORMOZA - polskie Navy doczekał, że na Navy Seals będą mówić "to taka hamerykańska FORMOZA" Filmik z sesji zdjęciowej, ale dupę urywa. Szacun dla Naszych!Czekam na podobne filmy z JWK Lubliniec, AGAT-u i NIL-u. do GROM-u. Film robi rozpie#dol!Szzacunek dla Naszych! [ Komentarz dodany przez: Angel: 2014-01-04, 14:29 ] LuckyKiller • 2014-01-04, 14:59 Najlepszy komentarz (74 piw) Za GROM nie można nie dać piwa Tobie Ojczyzno hamusq • 2013-12-13, 10:48 Najlepszy komentarz (48 piw) No bedzie duma, zwlaszcza, ze nasza armia nie bedzie w stanie bronic naszych granic, ba miast bronic dluzej niz tydzien!... Gdy nas ruskie najada to generalicja wraz z politykami sp***oli do Angli gdzie utworzy kolejny rzad na uchodzstwie, zostana tylko prawdziwi zolnierze, ktorzy nie beda w stanie bronic dluzej jakiegokolwiek miasta niz tydzien... Ale co tam, polacy znowu beda "bohatersko" walczyc o nic. GROM schranz21 • 2013-12-09, 21:49 Grupa Reagowania Operacyjno Manewrowego "Służba wojskowa jest nie tylko zawodem czy obowiązkiem. Musi być także wewnętrznym nakazem sumienia, nakazem serca.” Jan Paweł II Miisiek89 • 2013-12-09, 21:53 Najlepszy komentarz (113 piw) Z nich powinniśmy być naprawdę dumni! Wywiad / referat wygłoszony przez płk. Zawadkę (krótko był dowódcą Grom, w jednostce bodajże od początku) na spotkaniu Fundacji Republikańskiej. Mocno przydługie, ale jak ktoś interesuje się wojskiem warte wysłuchania w każdej minucie. © 2007-2022. Portal nie ponosi odpowiedzialności za treść materiałów i komentarzy zamieszczonych przez użytkowników jest przeznaczony wyłącznie dla użytkowników pełnoletnich. Musisz mieć ukończone 18 lat aby korzystać z • FAQ • Kontakt • Reklama • Polityka prywatności • Polityka plików cookies
W trakcie akcji zatrzymania grupy terrorystów w Afganistanie zginął żołnierz z jednostki specjalnej GROM, kpt. Krzysztof Woźniak, a kilku innych zostało rannych. Komandosom jednak udało zatrzymać się ekstremistów. Akcja miała miejsce w niewielkiej miejscowości w prowincji Ghazni, gdzie jak ustalił polski wywiad wojskowy, przebywali terroryści z Abdulem Rahmanem na czele. Rahman był jednym z najbardziej poszukiwanych przestępców w Afganistanie. Polacy przeprowadzili akcje wspólnie z afgańskimi siłami bezpieczeństwa (National Department of Security - NDS). Operacja była zabezpieczana przez śmigłowce oraz żołnierzy polskiego kontyngentu. – W trakcie podchodzenia do wytypowanego obiektu żołnierze z grupy szturmowej wojsk specjalnych zostali ostrzelani z broni małokalibrowej i zaatakowani granatami – opisał zdarzenie ppłk Mirosław Ochyra, rzecznik prasowy Dowództwa Operacyjnego. Ppłk Ochyra wyjaśnił, że rannych zostało kilku żołnierzu GROM-u, a obrażenia jednego z nich były śmiertelne. Natychmiast zostały wezwane śmigłowce ewakuacji medycznej (MEDEVAC). – Kapitan Woźniak został przetransportowany do polskiego szpitala w bazie Ghazni. Niestety nie udało się uratować mu życia –wyjaśnił ppłk Ochyra. Zapewnił, że życiu pozostałych rannych żołnierzy nie zagraża niebezpieczeństwo. Kpt. Woźniak jest pierwszym żołnierzem GROM-u, który zginął podczas akcji. Zostawił żonę i trójkę dzieci. W wojsku służył od 1996 roku. Był doświadczonym żołnierzem, kilka razy wyjeżdżał na misje zagraniczne. W Afganistanie służył po raz czwarty. Rodzina żołnierza została powiadomiona o tym tragicznym zdarzeniu. Polska Zbrojna, ml
– Warto czasem przeczołgać się po brei. Poczuć, że jest się nie tylko oficerem dyplomowanym, ale przede wszystkim żołnierzem – mówi Roman Polko Roman Polko nie jest gościem o imponującej muskulaturze i kamiennej twarzy. Nie ma też atrybutów charakterystycznych dla wielu równych mu stopniem w naszej armii – sumiastych pułkownikowskich wąsów i pokaźnego brzucha. W gabinecie dowódcy GROM-u w podwarszawskim Rembertowie wita mnie niski mężczyzna o raczej chłopięcej sylwetce. Uśmiecha się szeroko i wesołym głosem zaprasza do rozmowy. Niemal z miejsca przyjmuje postawę dobrego kumpla. Patrząc na niego, trudno uwierzyć, że tego niepozornego, pogodnego człowieka charakteryzują stalowe nerwy oraz niebywała fizyczna odporność. I konsekwencja, która nieśmiałego niegdyś ministranta z Tychów zaprowadziła na stanowisko dowódcy najważniejszej jednostki w armii. Batalion samobójców Lecz wcale nie musiało tak być. Polko bowiem nie zawsze był konsekwentny. W podstawówce przez kilka miesięcy przygotowywał się do przedstawienia „Kot w butach”. Miał w nim wykonać układ choreograficzny z piłką. Nie bardzo mu szło, a gdy w trakcie jednej z prób zgubił piłkę, zezłoszczony dał sobie spokój z teatrem. No i lubił stawać okoniem. Póki trzymał się z dala od obcych, to, że miał własne zdanie, nikomu nie wadziło. Jednak w armii z jej bezwzględnym podporządkowaniem mógł mieć z tego powodu kłopoty. Najbliżsi nie wróżyli mu kariery – matka dzisiejszego pułkownika twierdziła wręcz, że wojsko go zmarnuje. A jednak… Zaraz po szkole oficerskiej we Wrocławiu por. Polko trafił do batalionu szturmowego w Dziwnowie. Był rok 1985, Ludowe Wojsko Polskie stanowiło część Układu Warszawskiego. I jak w pozostałych sojuszniczych armiach w wielu jednostkach obowiązywała reguła „krótkiego trzymania za ryj” żołnierzy niższego stopnia. Na szczęście dla Polki, dziwnowski batalion był inny. – Wzorem armii zachodnich starano się przygotować nas poprzez pozytywną motywację – wspomina dowódca GROM-u. Już wówczas dał się poznać z jak najlepszej strony. – Jako dowódca grupy szturmowej w trakcie szkoleń udowadniał, że ma głowę i jaja na miejscu – opowiada ówczesny kolega Polki, dziś wojskowy emeryt. – Batalion miał w razie wojny operować na głębokich tyłach wroga. Zatem brano nas na drugi koniec Polski i po akcji kazano przebijać się do jednostki. Mogliśmy rekwirować, co popadło: samochody, motocykle, rowery. Urządzano na nas łapanki z udziałem milicji, której mówiono, że ściga bandytów. Ale wiedzieliśmy, że musi nam się udać. Batalion, choć wyjątkowy, podlegał tym samym brutalnym prawom ówczesnej armii – w rzeczywistej akcji nikt nie wysłałby po nas misji ratunkowej. Dla dowództwa liczyło się tylko wykonanie zadania. Nie na darmo więc mówili o nas „batalion samobójców”… Egzotyczne podejście – Co nie zmienia faktu, że byliśmy najlepszym oddziałem w LWP – mówi Polko. – To Amerykanie przekonali Polkę, że trzeba się liczyć z życiem każdego żołnierza – twierdzi ten sam kolega. – Jednak generalnie doświadczenia z Dziwnowa uchroniły go przed szokiem poznawczym, jakiego mógł doznać, gdy zetknął się z oficerami armii zachodnich. Inny obowiązujący w NATO priorytet nie był już Polce obcy – własna inicjatywa i brak lęku przed podejmowaniem decyzji. Nawet takich, które mogłyby zagrozić karierze, co do dziś zresztą czyni go wyjątkowym oficerem. – Zawsze starałem się, by nawet szeregowy wiedział, że w komplikującej się sytuacji zadaniem nie jest dokładne wykonanie rozkazu, tylko osiągnięcie określonego celu w najlepszy możliwy sposób – opowiada Polko. – I gdy wcześniej ustalony plan zawodzi, wprowadza się nowy. „Jeśli masz możliwość konsultacji ze zwierzchnikiem, zrób to, jeśli nie, wykaż się inicjatywą, a nie bezradnością”, wbijałem żołnierzom do głów. Gdy przyszedłem do GROM-u, z zadowoleniem stwierdziłem, że nowi podwładni tak właśnie myślą. Tutaj na porządku dziennym są dyskusje w trakcie planowania. Nie ma sytuacji, gdzie to ja, dowódca, jestem jedynym mądrym. I nie jest tak, że nawet jeśli chrzanię głupoty, nie można mi zwrócić uwagi, bo przecież dowodzę. Jedyny ochotnik Rok 1989 również dla Romana Polki był czasem istotnych zmian – jego jednostka została rozformowana, a kadrę przeniesiono do Lublińca. Niewielka miejscowość nie była przygotowana na przyjęcie kilkuset nowych mieszkańców. Rodziny wojskowych przez wiele miesięcy mieszkały byle jak i byle gdzie. Co gorsza, żołnierzom oficjalnie zabroniono składania podań o przeniesienie. Okazja do wyrwania się z marazmu nadarzyła się trzy lata później, kiedy Polska zobowiązała się wysłać kontyngent do zajmowanej przez Serbów Krajiny. Batalion z Lublińca dostał rozkaz wydelegowania oficera do zagranicznej misji. – Nie było chętnych – wspomina Zbigniew, logistyk GROM-u (jego nazwisko nie może zostać ujawnione). – Kadra batalionu stała na placu, a dowódca czekał… Nikomu nie chciało się pakować w nieznane. No to wyszedł Polko i powiedział, że chce jechać. „To se, k… załatw!”, powiedział szef, wyraźnie rozczarowany, że będzie musiał się pozbyć najlepszego oficera. – No to „se” załatwiłem – śmieje się płk Polko. W kraju zostawił żonę z kilkunastomiesięczną córką Aliną. Jak zapewnia, nie było mu łatwo. Zwłaszcza że w trakcie tej misji przyszło na świat kolejne dziecko, tym razem syn – Adrian. Bałkańskie piekło W siłach UNPROFOR Roman Polko służył od kwietnia 1992 r. do grudnia 1993 r. Wrócił jako inny człowiek – który napatrzył się na śmierć. Krajina była wówczas objęta działaniami wojennymi. Jednak prawdziwą grozę żołnierzy ONZ budziły mordy na cywilach, najczęściej chorwackich, popełniane przez serbskie bojówki. Pozbawione uprawnień błękitne berety mogły co najwyżej bezradnie przyglądać się rzeziom. Później, już w Polsce, żołnierzy z tej misji poddano badaniom. Ich wyniki nie były najlepsze – wojskowi nabawili się nerwic, mieli na przemian ataki paniki i agresji. Krajinę zgodnie oceniali jako piekło. Rzadko który deklarował chęć powrotu na Bałkany. Ale Polko wrócił – sześć lat później, do Kosowa, po zakończeniu nalotów NATO na Jugosławię. Wtedy już jako podpułkownik i dowódca polsko-ukraińsko-litewskiego kontyngentu KFOR. W polskiej armii panuje zwyczaj wysyłania na pierwsze zagraniczne misje – te najtrudniejsze – młodych oficerów. Zaś później, na „wczasy w siodle”, jak w Libanie, wyjeżdżają starzy wyjadacze. Polko uśmiecha się znacząco, gdy przywołuję tę popularną wśród wojskowych młodszych roczników opinię. Łopata to nie wstyd – Nie boję się wyzwań – zapewnia. – A z Kosowem kłopotów było co niemiara. Na miejscu okazało się, że misja rekonesansowa wybrała na bazę cementownię, gdzie w czasie nalotów użyto amunicji uranowej. „Możesz się rozbijać w mieście. Ale chyba lepiej trzymać się z dala od ludności”, radzili mi Amerykanie, zbyt taktowni, by wprost kwestionować wybór grupy rekonesansowej. I tak właśnie zrobiłem – postanowiłem, że obóz stanie w polu. Jednocześnie więc realizowaliśmy patrole i budowaliśmy bazę. – Musiałem przy tym zdyscyplinować kadrę – dodaje Polko. – Bo weźmy kompanię dowodzenia – dowódca kompanii dowodzenia, dowódca plutonu dowodzenia, sierżant, który też tam za coś odpowiadał, itd. Słowem, 70% kadry i 30% zwyczajnych szwejków. Jak do roboty przyszło, to stali jeden nad drugim. Nikomu nie wypadało pracować przy młodszych stopniem. A biedny szeregowy biegał z łopatą, bo reszta szwejków na patrolu była. Wkurzyłem się i krzyczę: „Chłopy, żaden wstyd! Brać łopaty, namioty rozstawiać!”. Ślepia zrobili, jakby nie wiem co się stało. I niemal padli z wrażenia, gdy sam chwyciłem za szpadel. Totalne zobojętnienie Między kolejnymi wyjazdami na Bałkany Polko ukończył Akademię Obrony Narodowej, a w 1997 r. trzy elitarne kursy w USA – spadochronowy, naprowadzania śmigłowców i rangers. Z tego ostatniego dowódca GROM-u jest szczególnie dumny. W Polsce bowiem poza nim jest zaledwie dziesięciu oficerów, którzy ukończyli to szkolenie. Zaś spośród wszystkich zgłaszających się tylko jedna trzecia dochodzi do końca. Powód tak ostrej selekcji? Dwie, trzy godziny snu na dobę przez 62 dni wypełnione ciągłymi ćwiczeniami i mnóstwem psychicznych tortur ze strony przełożonych. Do tego podłe jedzenie w symbolicznych ilościach i równie skromne racje wody. Wszystko, by sprawdzić umiejętności dowodzenia przy skrajnym wyczerpaniu fizycznym i psychicznym. – Miałem 35 lat i dla większości kursantów byłem staruszkiem – wspomina Polko. – O tyle było mi łatwiej, że LWP uodporniło mnie na krzyki. Ale fizycznie, cóż, to była kaźń. Momentami urywał mi się film, nie wiedziałem, czy to, co przed chwilą się wydarzyło, działo się naprawdę, czy tylko we śnie. Z czasem popadłem w totalne zobojętnienie. W takim stanie nie było obawy przed skokiem spadochronowym z zaledwie 300 m, ze „świnią”, czyli karabinem maszynowym M-60 na szyi. Z oporządzeniem tak ciężkim, że nie mogłem z nim wejść po trapie do samolotu. Wyczerpany zjadał wszystko. Nawet, jak mówi, oślizłe robactwo. A gdy żołądek odmawiał posłuszeństwa, wmawiał sobie, że pałaszuje żurek i śląskie kluski – ulubione dania przyrządzane przez żonę. – Do dziś te potrawy poprawiają mu humor, gdy zestresowany wraca do domu – mówi Danuta Polko. – Z kursu wylatywały prawdziwe byki – kontynuuje dowódca GROM-u. – Kolega z czeskich sił specjalnych za to, że w jego skarpetkach znaleziono witaminy. Lecz cokolwiek by o rangers mówić, dzięki niemu wróciłem na ziemię. Warto czasem przeczołgać się po najgorszej brei. Poczuć, że jest się nie tylko oficerem dyplomowanym, ale przede wszystkim żołnierzem. Ten kurs pokazuje, jak wiele barier z pozoru nie do pokonania można pokonać. Test na zaufanie W czerwcu 2000 r. Polko objął dowództwo GROM-u. Komandosi nie kryli nieufności. – Był z zewnątrz – broni byłych podwładnych gen. Sławomir Petelicki, twórca i pierwszy dowódca formacji. – Ale szybko pokazał klasę i został zaakceptowany. Bo w gruncie rzeczy GROM to wymarzona jednostka dla takiego profesjonalisty jak on. – Przyszedłem tu nie na casting, lecz po to, by realizować konkretne zadania – wspomina Roman Polko. – Nie bardzo przejmowałem się tym, że nowi podwładni patrzą mi na ręce. Ale z drugiej strony, nie chciałem, by mój autorytet opierał się jedynie na formalnej władzy. Z pomocą przyszli sami żołnierze – zaproponowali dowódcy udział w ćwiczeniach, w charakterze… zakładnika. Skrępowanego postawiono między tarczami w kształcie ludzi. Chwilę później w stronę tekturowych „terrorystów” posypał się grad kul. – A u nas ćwiczy się z ostrą amunicją – podkreśla logistyk GROM-u. – W wersji FX. Wystarczy, by taki pocisk musnął włos i z głowy zostałaby miazga. W ten sposób pułkownik udowodnił, że ufa profesjonalizmowi żołnierzy, a im samym dał dowód osobistej odwagi. Dalej było już z górki. Nie tak gładko jednak układały się relacje Polki ze zwierzchnikami. Jeszcze przed jego przyjściem do GROM-u nad jednostką zawisły czarne chmury. Do dziś zresztą w kącie saloniku pułkownika stoją rozprute drzwi sejfu – efekt pamiętnej „nocy Pałubickiego”. I choć minister koordynator rozmył się w niebycie, po nim do ataku przystąpili wojskowi konserwatyści, którym nie w smak była elitarność grupy. Pojawiły się pomysły rozproszenia żołnierzy po innych jednostkach czy przerobienia GROM-u w oddział żandarmerii. Gdy komandosom obniżono uposażenia, kilkudziesięciu zrezygnowało ze służby. – Pułkownik walczył o jednostkę jak lew – mówi z szacunkiem gen. Petelicki. Podanie o dymisję – Z czasem miałem już dość – wyznaje dowódca GROM-u. – Gdy kilka miesięcy temu powrócił wielokrotnie przeze mnie kwestionowany pomysł okrojenia formacji o zespół wodny, doszedłem do wniosku, iż tego swoją obecnością w wojsku firmował nie będę. Napisałem wypowiedzenie. – A mógł na wszystko się zgodzić – mówi jeden z oficerów GROM-u. – Te pomysły realizowano by nie dziś, ale za kilka lat. W tym czasie Polko byłby gdzieś w sztabie, a cały ten bigos spadłby na głowę nowego dowódcy. I wtedy mógłby sobie poużywać: „Popatrzcie, co za gnój, ale się rozbrykał. Jak ja byłem, to było dobrze”. Ale to do pułkownika niepodobne. – Poprosiłem o wizytę u ministra Szmajdzińskiego – opowiada Polko. – Przebieg spotkania skłonił mnie do wycofania się z zamiaru opuszczenia służby. Dowiedziałem się, że nie ma mowy o osłabieniu GROM-u. Przeciwnie, minister zapewnił mnie, że jednostka będzie wzmacniana. Podobne deklaracje usłyszałem od premiera, a wcześniej od prezydenta. Na razie sypiam spokojniej. Sprawa wspomnianego wypowiedzenia wyszła na jaw dopiero po powrocie Romana Polki z Iraku. Wtedy też pojawiły się spekulacje, w myśl których odwołanie go z nad Zatoki Perskiej było karą za zdjęcie żołnierzy GROM-u pod amerykańską flagą. – Dowódca powinien być tam, gdzie jednostka realizuje najważniejsze zadania – mówi z przekonaniem i od razu dodaje, że szczegółów irackiej misji nie może ujawniać. – Szczęśliwie moje myśli podzielał minister. To on wysłał mnie w delegacji na Bliski Wschód. Oczywiście, napisałem prośbę o przedłużenie pobytu w Iraku, zdając sobie sprawę, że wojna potrwa jeszcze tydzień, dwa, i chcąc do końca realizować zadania. Ale wiedziałem również, że wszystko jest na dobrej drodze i spokojnie mogę wracać do Polski. Strategiczne argumenty – I rzeczywiście wróciłem na uczelnię – kontynuuje Polko. – Wkrótce zostanę absolwentem Podyplomowych Studiów Strategicznych w Akademii Obrony Narodowej. Po co mi to? Kiedy prezentowałem argumenty za rozwojem sił specjalnych, wielokrotnie słyszałem: „Pan nie myśli strategicznie, bo nie skończył pan PSOS-u. Pan tam pójdzie, pouczy się i wtedy pewne rzeczy zrozumie”. No to poszedłem… W środowisku młodych oficerów panuje przekonanie, iż po Iraku Polce należy się nominacja generalska. – Jeśli ją dostanę, to świetnie, jeśli nie, to nie – kwituje ten pogląd sam zainteresowany. I dodaje, że w rzeczywistości, biorąc pod uwagę znaczenie GROM-u, już teraz jest na górze. Na samym szczycie. Zapytany kiedyś przez dziennikarza, co jest jego największym sukcesem, Polko miał odpowiedzieć, że zdobycie żony. O jej rękę starał się blisko dwa lata, jeżdżąc z Dziwnowa do oddalonego o tysiąc kilometrów Bielska-Białej, gdzie wówczas pracowała jego wybranka. A porażka? Tej kategorii pułkownik ma nie uznawać. Choć chciałby skończyć wreszcie z weekendowym charakterem własnej rodziny – móc na co dzień przebywać z żoną i dziećmi. Częściej odwiedzać rodzinne Tychy i dom rodziców. A wieczorami w domowym zaciszu mieć czas na to, by bez pośpiechu napić się ulubionej herbaty o smaku pomarańczowym. Podobne wpisy
16:02 zanonimizowany8116360 Generał Vinci. Zupelnie jak ten film z Szycem 16:06 Patrząc na wybrane pytania dobrze zrobiłem, że nawet nie próbowałem zadawać swoich. 16:26 Mi się bardzo wywiad spodobał. Widać, że Vinci to mądry facet z dużym bagażem doświadczeń. 16:33 Patrząc politycznie to cziken1 ma racje, ale czytajac wywiad raczej nie patrzylem z tej perspektywy. Czyta sie dobrze, chociaz absolutnie mnie nie przeokonalo zeby czekac z wypiekami na nowego MoH'a :P 16:47 @4Kolega cziken1 ma gówniane pojęcie o tej całej otoczce GROMU..owszem możesz mieć swoje zdanie ale za ich robotę należy im się SZACUNEK !!! Więc z łask swojej zamknij się i pozdrawiam serdecznie :) 16:58 odpowiedzszpen63 Centurion Oczywiście wybrane zostały najgłupsze pytania, dzięki redakcja !!! "Dlaczego został Pan żołnierzem?" - bez przesady ile jest żołnierzy, strażakow , policjantow itd. najgłupsze pytania jakie mogły być, oczywiście rownież wymagania, ktore sa na stronie internetowej, po prostu ŻAL 17:00😊 odpowiedzl3w1k54 Centurion Bardzo fajny wywiad. Moze czyta go jakis przyszly Gromowiec :). Pozdrowienie do Pana Vinci po wywiadzie czuje, ze to mily gosc i nie warto z nim zadzierac :) 17:02 matejus134....Nie napinaj sie tak dzieciaku, bo Ci "zylka" peknie...A skad Ty wiesz, co ja wiem, a czego nie...Nie bede tu elaboratow na temat pisal, bo to nie czas, i miejsce ku to, ze koledzy wlasnym dupskiem ryzykuja, to taka maja robote, i sami ja wybrali...Nie zmienia to absolutnie tego co napisalem POLSKIM INTERESEM NARODOWYM,TO MA TYLE WSPOLNEGO,CO SZARIK I RESZTA FERAJNY, Z "RUDEGO" 102...Podniecajcie sie dalej naiwniaki. 17:13 Aha....I widze, tu tez "nieznani" sprawcy kasuja posty....Brawo dla GOLa...Czyzby instrukcje od "GROMowladnych", w sluzbie jedynie slusznego piaru???Czy tak samoistnie dbacie, o "dobre imie" "bohaterowiczow"??? 17:21 Redakcja oczywiście 10 pytań prawie takich samych o wymagania, a nic na temat pola walki, gdyby szanowny pan Vinci, sam nie rozwinął swoich odpowiedzi, nic bym się nie dowiedział o tym jak wygląda punkt kulminacyjny akcji. Wielki uszanowania za poświęcenie dla pokoju na świecie i za poświęcony dla nas czas przy realizacji gry, serdeczna tarcza i wielkie podziękowania dla pana Vinci'ego. 18:12 ahahahaha "serdeczna tarcza" a myslalem, ze wszystkie dzieciaki od ROJA przeszly juz na YT :) 19:53 Byłem sceptyczny, ale się fajny wywiad. Czy Vinci pisał odpowiedzi sam, czy przeredagowane one były przez kogoś z redakcji? 20:08 Impaler209 Hurt me plenty naczelny Odpowiedzi zostały poddane korekcie językowej, ale nie były redagowane przez nas. 20:54 Pozwolę sobie coś zacytować:Zabici Polacy to byli gromowcy wynajęci przez amerykańską firmę Blackwater - poinformował z Iraku korespondent PAP. Dwóch polskich pracowników firmy Blackwater USA, zajmującej się ochroną, zginęło w sobotę w Bagdadzie, w drodze na lotnisko, w wyniku ostrzału konwoju. Dwóch Polaków zostało rannych, ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. "W ataku na konwój, w zasadzce, zginęły cztery osoby: dwóch Polaków i dwóch amerykańskich pracowników tej firmy. W tej chwili prowadzone są procedury związane z identyfikacją oraz z przygotowaniem do sprowadzenia zwłok do Polski" - poinformował rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Bogusław Majewski. Początkowo informowano o jednym rannym. "Rannych zostało dwóch Polaków. Żyją, są bezpieczni w Bagdadzie" - powiedział charge d'affaires w Bagdadzie Tomasz Giełżycki. Zabici Polacy to byli gromowcy wynajęci przez amerykańską firmę Blackwater - ustalił korespondent PAP w Iraku. Fundacja Byłych Żołnierzy Jednostek Specjalnych GROM nie zawierała umowy z firmą Blackwater USA - powiedział gen. Sławomir Petelicki, b. dowódca GROM. Twórca Fundacji nie wyklucza jednak, że dwaj zabici w Iraku w sobotę Polacy mogą być dawnymi żołnierzami GROM. Ostatnio Fundacja zawarła w USA umowy na wyjazdy byłych komandosów GROM do Iraku, gdzie mają być ochroniarzami. Petelicki zapewnił, że nie było takiej umowy z firmą Blackwater USA, założoną przez byłych komandosów oddziałów specjalnych marynarki wojennej USA. "Nie mogę jednak wykluczyć, że zabici mogli być dawnymi żołnierzami GROM, gdyż ostatnio odeszło z tej jednostki w sumie 100 komandosów" - oświadczył Petelicki. Dodał, że któryś z nich mógł sam załatwić sobie pracę w Iraku bez pośrednictwa Fundacji. Spytany, czy nie obawia się, że śmierć dwóch Polaków spowoduje, że byli gromowcy nie będą tak chętnie jeździć do Iraku (gdzie mają zarabiać od 5 tys. dolarów), Petelicki odparł: "To ludzie przygotowani na różne sytuacje". MSZ apeluje, żeby w związku z dużym zagrożeniem cywile ograniczyli wyjazdy do Iraku. PAP nie udało się do niedzielnego popołudnia skontaktować z przedstawicielami firmy Blackwater w Iraku. W marcu zginęło w Faludży w Iraku czterech innych pracowników Blackwater, a ich ciała zostały spalone i zbeszczeszczone. Firma Blackwater USA została założona w 1996 r. przez Erika Prince'a, byłego żołnierza Navy Seal - komandosów marynarki wojennej USA. Zatrudnia głównie byłych żołnierzy. Wyszkoliła ponad 50 tys. osób. Najemnicy pracujący dla Blackwater w Iraku zajmują się ochroną cywilnych władz Iraku. Od początku operacji w Iraku straciło życie 8 Polaków. Oprócz dwóch pracowników Blackwater USA zginęli: st. chorąży Marek Krajewski, kapitan Sławomir Stróżak, major Hieronim Kupczyk (pośmiertnie awansowany do stopnia podpułkownika), starszy szeregowy Gerard Wasielewski oraz dwaj dziennikarze TVP - Waldemar Milewicz i Algierczyk Mounir Bouamrane. A pytanie, które chciałem zadać miało brzmieć: czy jako były żolnierz jednostki GROM wyszkolony za państwowe pieniądze też ma pan zamiar zostać najemnikiem .... i dalej nie napisze bo mi usuną ten wytrwałych. Jest na YT film prezentujący jedną z placówek szkoleniowych firmy BlackWater. Jest tam takie małe jezioro wokół którego umieszczone są "kamienie pamięci". Na jednym z nich widnieje nazwisko byłego polskiego żołnierza GROM, który w tej jednostce służył "aż" bodajże 3 lata i ... no chyba wiadomo co. 22:06 Stereo odnośnie szkolenia za państwowe pieniądze proponowałbym Ci przeczytać bardzo fajną książkę o GROMie (Wojskowa Formacja Specjalna GROM). To samo tyczy się "genialnego" czikena... 22:07 odpowiedzDybeq15 Legionista @cziken1 Interes narodowy... Ciekawe, zapomniałeś o jednym - każdy postrzega to inaczej. Dla jednego policja stojąca z suszarką na kawałku prostej i łapiąca o 15km/h na godzinę łapie kasę. Inny wracając z pogrzebu widząc to myśli - szkoda, że ich kilka dni temu nie było tu. Dla innego policja działa nadgorliwie i pod dyktando władzy ganiając kiboli, a inny leżąc w szpitalu z rurką wystającą z ciała zastanawia się czy jakby poszedł inna drogą lub powiedział nazwę innego klubu też by był tam gdzie jest. Pomijając aspekt punktu widzenia. Wyciągasz wnioski nie posiadając informacji (nigdy się nie dowiemy o zadaniach GROMU, okolicznościach tych zadań oraz o "nagrodach" Więcej wiadomo natomiast o misjach pokojowych. Wiesz że byliśmy w Czadzie? Interes narodowy? Szarik? Poczytaj o Klubie Paryskim. Jakby ode mnie to zależało żaden żołnierz polski nie wylądowałby w Afganistanie i Iraku. A co do ryzykowania dupskiem to.. strażaków, policjantów i innych też Ci nie szkoda? W sumie sami sobie wybrali ryzykowanie dla innych wybrali sami@stereoMówisz o żołnierzach GROMU wyszkolonych za nasze (państwowe) pieniądze. A za czyje pieniądze zdobili wiedzę lekarze co biorą 200zł za konsultacje? Specjaliści do spraw bezpieczeństwa obiektów - "emerytowani" wojskowi i policjanci. A myślisz, że kim są ludzie, którzy mają uprawnienia PPOŻ i robią kontrole za grubą kasę? Dalej mam wymieniać?@szpen Liczyłeś na info którego nie ma na stronie GROMu albo nie było w jakiejś książce? 22:25 odpowiedzDM190 AFO Neptune A pytanie, które chciałem zadać miało brzmieć: czy jako były żolnierz jednostki GROM wyszkolony za państwowe pieniądze też ma pan zamiar zostać najemnikiem .... i dalej nie napisze bo mi usuną ten dlaczego ma nie zostać, skoro polskie państwo kompletnie się nimi nie interesuje i daje im kopa w tyłek gdy przejdą na emeryture?rozmawiałem z jednym "AnTkiem" emerytem z policji - ma 40 lat, sprawny, że w głowie się nie mieści, na emeryturze - pukał, pytał, rządał - w każde drzwi by zrobili z niego użytek, chciał szkolić innych, pomagać, robić cokolwiek w zawodzie - odesłali go z kwitkiem... zajął się szkoleniem nastolatków w grupie survivalowo-paramilitarnej z braku laku...to chyba oczywiste, że emerytowany komandos, przed 40stką chce jeszcze się wykazać i robić co umie najlepiej - i idzie tam gdzie przyjmują z otwartymi ramionami... lepiej tam niż do mafii... 22:40 [18] Nie interesują mnie żadne tego typu książki. Każdy żołnierz RP składa przysięgę. Nie ma tam mowy o tym, że ma zostać najemnikiem i zabijać ludzi za pieniądze bo tak to właśnie wygląda. A tym bardziej jeśli jest to żołnierz z jednostki tutaj zacytuje, bo na tym forum nie znajdzie się wielu ją znających:"Ja, żołnierz Wojska Polskiego,przysięgam służyć wiernieRzeczypospolitej Polskiej,bronić jej niepodległości i na straży Konstytucji,strzec honoru żołnierza polskiego,sztandaru wojskowego sprawę mojej Ojczyznyw potrzebie, krwi własnej ani życia nie mi dopomóż Bóg."Niezorientowanym wyjaśniam, że były żołnierz lub żołnierz przeniesiony do rezerwy nadal jest żołnierzem (oczywiście do danego wieku), ale mimo wszystko bycie nawet byłym żołnierzem do czegoś zobowiązuje. 23:33 Nie podoba mi się to. Odnoszę wrażenie, cały ten wywiad to farsa i nic więcej. Wybrano ogólnikowe pytania, a odpowiedzi też są bardzo ogólnikowe. W zasadzie nie ma tu niczego, czego sam nie byłbym w stanie się domyśleć. Czytając to miałem wrażenie, że "gdzieś już to słyszałem". To tak, jakby ktoś wybrał teksty ze znanych mi filmów o tematyce wojennej i na "odwal się" wymyślił i przelał na papier fikcyjny wywiad z niby komandosem. Nie ma znaczenia, czy z obecnym, czy z byłym. Pamiętam, że w wątku poświęconym pytaniom do tego niby wywiadu padały naprawdę ciekawe pytania. I teraz nie wiem, co myśleć. Nie chcę i nie mam zamiaru nikogo obrażać, ale zastanawiam się, czy pytania były wybierane przez kogoś niedorozwiniętego, czy pod dyktando, np. "sponsora" tego teatrzyku. O co mi chodzi? O to, że jakiś czas temu na jednym z portali widziałem wywiad z twórcami najnowszej odsłony gry "Need for Speed". Wiem, że tematyka zupełnie nie ta, ale było w nim wyraźnie widać, że pytania były takie, a nie inny, bo takie miały być. Później twórcy wywiadu prosto z mostu przyznali się, że tak im narzucono, a w razie odmowy wywiad po prostu nie odbyłby się. Tutaj mam takie samo wrażenie. 23:40 Stereo a czy Ty wiesz jak oni wcześnie idą na emeryturę? Czy Ty wiesz, że co niektórzy zarabiają (zarabiali) po 3000 zł??? Jakiś czas temu był program na ten temat. A odnośnie książki - tam jest bardzo ładnie opisane jak ta jednostka powstawała. Jakie państwowe pieniądze (teraz to na pewno, ale nie na początku)? Petelicki miał nawet problem z werbowaniem ludzi, bo jak tylko pojawiał się w jednostce a dowódca jednostki o tym się dowiadywał, że ktoś chce mu "podebrać" ludzi, to mu to utrudniali. Często po prostu wchodzili na teren jednostki w czasie odwiedzin, z innymi rodzinami. No ale ja zapomniałem, że Polacy już nie czytają książek. A, i co w tym wszystkim ma honor? Taki skrupulatny jesteś? Zobacz nawet słowa przysięgi, które wkleiłeś "bronić jej niepodległości i granic. Stać na straży Konstytucji(...)", czyli często zabijać a na końcu "Tak mi dopomóż Bóg.". Ta, jedno do drugiego pasuje jak... nie będę pisał co. No i na koniec żołnierz = zawód, jak każdy inny. 09:02 odpowiedzDybeq15 Legionista @stereoWygrałeś. Masz rację. Przekonałeś mnie. A wiesz czym? "Nie interesują mnie żadne tego typu książki"?Oczekiwałem bardziej merytorycznej konwersacji z Tobą, ale widzę że tak Ciebie GROM interesuje jak gra. Książek jest pełno, filmów dokumentalnych kilka ale po co czytać i oglądaćA może powiesz mi jak to jest z przysięgą Hipokratesa i "wiem że leczenie jest pilne ale pierwszy wolny termin mamy za 7 miesięcy" - mówi to lekarz kończący 3 godzinny dyżur w Państwowym Szpitalu po czym jedzie Mercedesem do swojego prywatnego gabinetu. Tam mają wolne terminy ale nie za tak ogólnie to o co Ci chodzi? O to że kilku byłych GROMowców zostało najemnikami? Oceniasz całą formację przez pryzmat kilku ludzi? To popatrz na rodaków - są wśród nich oszuści, złodzieje, mordercy, gwałciciele, pijacy, łapówkarze, malwersanci, chuligani - wiec wszyscy Polacy tacy są?@Ace_2005Czego się spodziewałeś? Jakby wywiad był taki jaki chcesz to by pełno było pod pytaniami wolnego miejsca. W grze pokazali mundur i kilka bajerów "przeładowanie broni" i tyle. Zrobili szopkę a Ty liczyłeś że dowiesz się więcej z wywiadu. Poczytaj sobie o GROMie - więcej niż z książek 10x sprawdzanych pod kątem ujawniania informacji się nie dowiesz 09:21 Oczekiwałem bardziej merytorycznej konwersacji z TobąMerytorycznej konwersacji ze Stereo? Chyba zartujesz? :) 11:25 Dybeq -> Oczekiwałem "dojrzałych" pytań i takich samych odpowiedzi. Pytań dotyczących sumienia, zabijania bądź mordowania (w zależności od preferencji) w imię fikcyjnej "walki o wolność", etc. Właśnie tego oczekiwałem, ponieważ takie pytania są niezwykle trudne, a przede wszystkim bardzo niewygodne. Jednak dostałem coś, co niby przypomina wywiad, ale przeprowadzone jest w taki sposób, aby młodszym czytelnikom nie przedstawiać prawdziwego obrazu otaczającej ich rzeczywistości. Niech wierzą, że żołnierze to zawsze bohaterzy i prawi ludzie. Są jednak nagrania dostępne nawet w sieci pokazujące, że żołnierzami zostają także ludzie niedowartościowani i po prostu czubki, którzy dopiero gdy dostaną do ręki karabin mają się za boga wśród ludzi i znęcają się nad niewinnymi. Moje ostatnie zdanie w żaden sposób nie odnosi się do jednej, konkretnej formacji wojskowej, ale ogólnie do żołnierzy. 11:52 odpowiedzzanonimizowany87154433 Pretorianin Medal Of Honor staje na nogi i dobrze bo to Legenda. 12:06 odpowiedzDybeq15 Legionista @Ace_2005 Szczerzę mówiąc nie spodziewałem się że oczekujesz "dojrzałych" pytań. A to ze względu na to że nie ma się co spodziewać po tej marketingowej papce czegoś dojrzałego. To jest czysty marketing sprzedający grę pozwalającą na chwilę "poczuć się" GROMowcem, bez brudzenia sobie sumienia. Muszę jednak przyznać, że zaciekawiły mnie Twoje pytania. Chętnie poznałbym na nie odpowiedzi 14:09 Bardzo fajny wywiad. Dziękuje za odpowiedź na moje pytanie. Vinci napisał kilka bardzo fajnych rzeczy, które na pewno zapamiętam. 16:10😊 Wygrałem!! nawet nie wiecie jak się cieszę... :)) 16:26 odpowiedzTrael223 Ja Bez Żadnego Trybu Ace --> No patrz lekarzami, prawnikami, policjantami, politykami itd. też nie zawsze zostają odpowiednie osoby, ale co z tego? Czy w wywiadzie, z którymkolwiek przedstawicieli powyższych zawodów też spodziewasz się trudnych i niewygodnych pytań? Szczególnie gdy wywiad miałby formę promocji czy np. wywiadu dla ludzi jedzących przed TV sobotnie śniadanie? Nie żartujmy przecież. Jeśli ktoś chce się dowiedzieć jak naprawdę to wygląda to znajdzie odpowiednią pozycję w księgarni czy bibliotece. Bo serwis informacyjny GOL nie jest miejscem, w którym można je znaleźć. 03:16 @TobiAlexPrawda jest taka, ze wzystkie książki o gromie to mało warta makulatura - hagiografie i nic więcej. Lepiej popytać kogoś z Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW (Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa) kto jest wykładowcą na tamtejszym "Studium Bezpieczeństwa Narodowego" lub kogoś z Akademii Obrony Narodowej w Rembertowie - "odbrązowią" trochę zmurszałych mitów na temat GROM-u, a szczególnie na temat Panów: Polki i książki o GROM-ie powstaną za sto, sto pięćdziesiąt lat - jak wymrze obecne pokolenie i następna generacja historyków będzie mogła obiektywnie spojrzeć na tę jednostkę (często specjalnej troski)...
Płakałem tylko wtedy, gdy byłem na misji i kiedy trumny z poległymi żołnierzami polskimi oraz wojsk koalicji były z ceremoniałem wojskowym wnoszone do samolotów. Nigdy więcej. I nigdy się nie poddałem. Żołnierze GROM-u nie szkolą się po to, żeby przegrywać. Uczymy się walczyć po to, żeby zwyciężać – mówi Krzysztof Puwalski, były oficer GROM, autor książki „Operator 594”.Kto to jest operator?To żołnierz jednostki specjalnej, który po selekcji, kursie podstawowym oraz kursach specjalistycznych trafia do Zespołu Bojowego, obejmując w nim określoną funkcję. Ja pełniłem w GROM-ie różne funkcje. Byłem między innymi breacherem, czyli operatorem pirotechnikiem, który odpowiadał między innymi za otwieranie miejsc zamkniętych – wszelkich drzwi, okien, ścian, podczas szturmu na obiekt. Innymi słowy moim zadaniem było robienie przejść dla sekcji książce „Operator 594” przedstawiasz własną historię. Nie dość, że czyta się ją wspaniale, to człowiek od razu ma ochotę się sprawdzić. Przebiec 10 kilometrów w czasie krótszym niż pół godziny, skoczyć ze spadochronem, albo stoczyć jakąś bitwę. Wybrałam 10-kilometrowy bieg i przyznam, że nigdy wcześniej nie biegło mi się lepiej. Twoja książka może być inspiracją nie tylko dla mężczyzn, ale też dla Wspaniale to 22 lata w siłach specjalnych, w tym 12 lat w GROM. Jak oceniasz ten czas?Gdybym miał określić go jednym zdaniem, powiedziałbym, że było to spełnienie moich marzeń. Zrealizowałem wszystkie moje życiowe pasje; a kolejne pojawiały się albo odkrywałem je w sobie, gdy w moim życiu otwierały się nowe drzwi. Tak było ze strzelectwem czy ze spadochroniarstwem – uwielbiałem skoki spadochronowe; kochałem tę prędkość opadania, zanim jeszcze otworzy się czasza spadochronu. Przyjemność sprawiała mi jazda motorem crossowym. Pociągały mnie wszystkie te dyscypliny, które dawały mi adrenalinę. Ale też zupełnie niespodziewanie odkryłem, jak wiele przyjemności sprawiają mi umiejętności komunikacyjne, które rozwinąłem po odejściu z zespołu bojowego. Trafiłem wówczas do grupy rozpoznania taktycznego, okazało się, że świetnie czułem się w działaniach zbliżonych do dojdziemy do tego, w jaki sposób trafiłeś do GROM-u, cofnijmy się do niewielkiej miejscowości Zbójno, w której przeżyłeś dzieciństwo i mówiąc, na przełomie lat 80. i 90. w takich małych miejscowościach nie było co robić. Szaro kojarzą mi się tamte lata. W sklepach pustki; ocet i chleb, a i to nie zawsze. Odkryłem wtedy wiejską bibliotekę. Kolorowe książki, fajne czasopisma. To był świat, który mnie pochłonął. Cały wolny czas spędzałem wtedy w tamtym razu w tej wiejskiej bibliotece zobaczyłeś czasopismo „Żołnierz Polski”, a na okładce zdjęcie komandosa w bordowym zdjęcie rozpaliło we mnie wielkie pragnienie. Pomyślałem, że ja też chcę być komandosem. Od tego się zaczęło. Myślałem o tym bez przerwy. Nawet rysunki z tamtego okresu, a całkiem nieźle wtedy rysowałem, zwłaszcza rycerzy czy wojowników, przedstawiały mnie – dorosłego już faceta jako że miałeś cel i myślałeś o tym celu jako czymś, co już się dokonało, już się wydarzyło. Dziś takich praktyk uczą nowocześni trenerzy rozwoju osobistego, psychologowie. Skąd wiedziałeś o tym, będąc dzieckiem?Nie wiedziałem. Tak jak do dziś nie wiem, skąd się wzięło we mnie to jasne przekonanie, kim będę. Wyobrażałem sobie siebie już w czasie uosabiał te ideały, które były Ci bliskie. Może dlatego, że miałeś bazę. Tą bazą była Twoja rodzina – bardzo ciekawie piszesz o silnych i wytrwałych dziadkach, o mądrych rodzicach, zaradnej siostrze i zasadach, jakie Ci było dla mnie bardzo ważne. Historie moich dziadków, ale też jeszcze wcześniej pradziadków, z których jeden walczył u boku Piłsudskiego, służąc w Legionach; drugi 5 lat spędził w carskim wojsku na Syberii, a po powrocie do domu, w wieku trzydziestu kilku lat zmarł, wyczerpany. Moja mama, bardzo silna kobieta, pokazała mi, że w życiu liczy się to, aby żyć dla innych, nie tylko dla siebie. Kiedy dziś patrzę na drogę mojego życia, myślę sobie, że to jej spojrzenie odcisnęło na mnie największy ślad. Z kolei ojciec – bardzo honorowy człowiek; honor stawiał zawsze na pierwszym miejscu. Bardzo mi to imponowało. Słowem - mam powody do młodości nie byłeś ideałem. Ciągle jakieś bijatyki. Co takiego jest w pokrwiawionych twarzach, poszarpanych ubraniach, bliznach, ranach?W czasie, kiedy byłem nastolatkiem, w wieku 16-17 lat, my, chłopaki, mieliśmy swoje małe ojczyzny – były nimi nasze małe miejscowości. Gdy jechaliśmy na jakąś imprezę do sąsiedniej wsi i ktoś z naszej ekipy został skrzywdzony, to stawało się powodem do walki i w takich walkach wielokrotnie brałem udział. Takie były czasy, że ostro się przyszły ostre czasy w wojsku. Przy okazji – jak się czyści lustro żyletką do golenia?(Śmiech). Kiedy trafiłem do wojska, byłem strasznym bałaganiarzem. Jednostka podzielona była na rejony, każdy młody żołnierz miał przydzielony swój rejon do sprzątania. Wiadomo, że dla młodych były to najgorsze rejony, na przykład toalety. Sprzątnąłem raz toaletę, ale widocznie sprzątnąłem ją tak sobie, bo podoficer dyżurny kazał mi ją sprzątać do rana za pomocą zwykłej żyletki. Tą żyletką musiałem wyskrobać każdy brudek, łącznie z brudem na kształtowało się wtedy w wojsku charakter przyszłego żołnierza zawodowego?Dzisiaj często krytykuje się te stare metody, których używało się kiedyś.„Ciągle w pędzie, ciągle biegiem” – piszesz w ciągle krzyk. Albo dostawało się stary sprzęt, strasznie niewygodny, który uwierał w każdym możliwym miejscu ciała. Tylko że kiedy oglądam filmy o amerykańskich siłach specjalnych, na przykład Navy SEALs, to tego rodzaju metody ciągle u nich funkcjonują. Kiedy do armii przychodzi młody chłopak czy dziewczyna, chodzi o to, aby kompletnie zburzyć ich wyobrażenia i po to aplikuje się im właśnie coś takiego. Jeśli wytrzymają – to dopiero wtedy można ich na nowo budować jako żołnierzy. W GROM-ie też tak było; kurs podstawowy burzył dotychczasowe przekonania adeptów i budował je od nowa. Nie wiem, czy dziś jeszcze szkoli się żołnierzy w ten nie wiem. Ale fascynująco piszesz o morderczych treningach, jakich treningi, brudne mundury, wyciągane z zapyziałej piwnicy. Ale pamiętam, również jak byłem wtedy dumny, że mogłem ten mundur to był mundur żołnierza z Lublińca?To był mundur wojsk powietrzno-desantowych, z lat 90., tak zwany plastycznie i emocjonalnie opisujesz swoją pierwszą selekcję i wysiłek, jaki trzeba było włożyć w marszobieg z pełnym oporządzeniem na dystansie 60 kilometrów. 10 lat później jesteś w Bieszczadach na kolejnej selekcji, już do GROM-u. Czym te dwie selekcje się od siebie różniły?Do tej pierwszej selekcji byłem kompletnie nieprzygotowany. Miałem za małe buty, niewygodny mundur, siermiężne wyposażenie, że aż trudno to sobie wyobrazić, które uwierało przy każdym kroku. Ale miałem w sobie takie zaparcie, taką determinację, że po prostu biegłem, nie bardzo nawet wiedząc, dokąd biegnę. To był morderczy bieg. Pamiętam, że kiedy dobiegłem do mety, na szczyt wzniesienia, okazało się, że to nie jest koniec, bo trzeba jeszcze odpowiadać na pytania. Byłem jak w transie. Jedno z pytań pamiętam do dziś. Brzmiało: „Czy poświęciłbyś swoją rodzinę dla wykonania zadania?”Poświęciłbyś?To było straszne pytanie. Nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć. W końcu odpowiedziałem: „Nie”. Pomyślałem, że odpowiem, jak czuję, nawet gdybym miał przez to odpaść z odpadłeś. A selekcja w Bieszczadach?Podczas tamtej pierwszej selekcji byłem jeszcze chłopakiem. Podczas selekcji do GROM-u byłem już ukształtowanym mężczyzną, z doświadczeniem. Już po wyczerpujących szkoleniach w jednostce w Lublińcu, już po misji w Iraku. Ale selekcja do GROM-u i tak była niewyobrażalnie, potwornie ciężka. Trwała 6 dni, prócz egzaminów sprawnościowych, wysokościowych i testów psychologicznych. 6 dni walki z samym sobą. Las, noc, zima. Kompas, latareczka i mapa. Idziesz i nie wiesz, czy dobrze idziesz. Masz tylko swoją głowę, umysł i psychikę, która podpowiada ci różne rzeczy. I musisz sobie samemu trafiłeś do GROM-u, o czym jeszcze porozmawiamy, to zdarzyło się całe mnóstwo innych sytuacji i zadań specjalnych, które otrzymywałeś, służąc w jednostce w Lublińcu. Ciekawym było porwanie, jakiego musiałeś dokonać i uczyniłeś to, grając rolę księdza. Jak to było?Nie chcę zbyt wiele zdradzać, bo dokładnie opisałem to w książce…… ale to jest taka porywająca historia!Zadania w latach 90. w jednostkach specjalnych były zupełnie innego rodzaju niż dzisiaj. Nie mieliśmy takich sztywnych procedur. Dziś wszystko jest poukładane; każde zadanie ma swoje procedury, żeby wiadomo było co i jak zrobić. Oczywiście zawsze zostaje element kreatywności, bo bez tego zadanie nie zostałoby wykonane, ale w tamtym czasie, mam wrażenie, mieliśmy dużo więcej swobody. Dziś spotykam się z krytyką tamtych lat, że wtedy był bałagan, ale ja patrzę na to inaczej. Kiedy otrzymałem zadanie porwania człowieka z jego domu, dostałem tylko jego zdjęcie i współrzędne miejsca zamieszkania; nic więcej. I termin, kiedy mam to zrobić – określony dzień, ale bez wyszczególnienia, czy ma to być rano, czy po południu. O tym sam miałem zdecydować, podobnie, jak miałem wybrać, w jaki sposób to zrobię. Takie nietypowe zadania wymuszały na nas kreatywne myślenie. Dzięki temu, że na kompanii znalazła się sutanna, bo brat jednego z kolegów był zakonnikiem, mogłem wcielić się w księdza. Nie będę opowiadać szczegółów, bo myślę, że warto samemu o tym przeczytać, ale kiedy wszedłem do domu człowieka, którego miałem porwać, zrobiłem oszałamiające wrażenie na jego żonie, która natychmiast mnie – jako osobie duchownej – zaufała. I o to właśnie chodzi – żeby nie ufać nowym rozdziałem w Twoim życiu był 2003 rok i wojna w Iraku, kiedy uratowałeś życie generała Andrzeja Tyszkiewicza, dosłownie wynosząc go ze strefy śmierci w wiele lat w ogóle o tym nie mówiłem. Po prostu wykonałem swoją robotę – moim zadaniem była ochrona generała. Ale uwierz mi, on mógł w jednej sekundzie zginąć. Wyobraź sobie – wchodzimy w strefę, gdzie wcześniej ginie pułkownik amerykański i dwóch jego żołnierzy. Zaczyna się potężna ofensywa przyjechało mnóstwo amerykańskiego wojska. W ostatniej sekundzie wyprowadziłem generała ze strefy śmierci, o czym on nawet nie zdawał sobie generała do był teamwork z moim kolegą „Zwierzakiem”. On zauważył coś niepokojącego, przekazał mi informację, że w oknach budynku pojawili się mężczyźni z wycelowaną w nas bronią. Błyskawicznie oceniłem sytuację i wiedziałem, że muszę zrobić to teraz. I wrzuciłem generała do samochodu. Szybka decyzja uratowała mu tu takie powiedzenie, że przyjście na czas może oznaczać, że przyszedłeś za było powiedzenie jednego ze snajperów z GROM-u, „Dziadka” – jeśli jesteś na czas, to oznacza, że już jesteś to sobie do serca. Dlaczego starałeś się o przyjęcie do GROM-u? Dlaczego Ci na tym zależało? Przecież byłeś już tym wymarzonym w jednostce w Lublińcu byliśmy naprawdę nieźle wyszkoleni. Ale w Iraku spotkałem dwóch żołnierzy GROM-u, „Navala” i „Janka”. Spędziłem z nimi pięć dni. Obserwowałem ich. Widziałem, jak się poruszają z bronią, co sobą reprezentują. Byli imponujący. Dla mnie to był top. Wtedy postanowiłem, że ja też chcę, że muszę się dostać do przyszła jesień 2004 do GROM-u. To był mój główny cel. Przygotowania do niej trwały długo wcześniej. A potem walka o każdą sekundę, o każde podciągnięcie, o zwycięstwo na opis tej selekcji jest naprawdę niesamowity. Morderczy wysiłek. Ostatnie metry. Walka do końca. Zdobywanie szczytu na czworakach. I konkluzja, która ma moc budzenia świadomości: „Dopóki oddychasz, możesz wszystko”. Wtedy to poczułeś?Dokładnie. Pamiętam, jak biegłem wówczas te 3 tysiące metrów. Biegałem nieźle, byłem wysportowany, wytrzymały, ale kiedy zszedłem z maty, z sali walki wręcz i stanąłem na bieżni, to naprawdę uginały mi się nogi. To było najgorsze 3 tysiące metrów w moim życiu, które musiałem pokonać. Walczyłem o każdą sekundę, bo wiedziałem jedno: musiałem się zmieścić w 12 minutach. Wcześniej to nie było dla mnie jakieś wielkie wyzwanie. Ale wtedy książce cały czas pokazujesz, że sam sobie podnosisz poprzeczkę. Nie przestajesz na tym, co zdobyłeś, idziesz wyżej, zmieniasz miejsca, zmieniasz dekoracje i nagle jest ośrodek Bystre w Baligrodzie, skąd wyruszasz po kolejne swoje zaliczeniu wspinaczki na drabince speleo w Warszawie, otrzymaliśmy tabliczki z numerami i współrzędne, zgodnie z którymi mieliśmy zjawić się w danym miejscu następnego dnia. Wsiedliśmy, do naszych prywatnych samochodów i całą noc jechaliśmy się na wzruszeniem czytałam, kiedy już po selekcji instruktorzy zaprosili was na grilla. Wtedy to oni nalewali wam grochówkę, to oni otwierali wam piwo. Bardzo symboliczny byłem wtedy wzruszony. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tym, żeby instruktorzy, którzy przez sześć dni nas „dojeżdżali”, to ostatniego dnia, kiedy okazało się, że nie odpadliśmy, że jesteśmy już po rozmowach z dowódcą jednostki, zapraszają nas na grilla, przyjmują z honorami i nagle jesteśmy dla nich równorzędnymi partnerami, kumplami. Podchodzą do nas, rozmawiają, śmiejemy się. A wraz z tym wszystkim odczuwamy ich wielki do nas szacunek. Pomyślałem sobie: „Kurczę, jestem właśnie w tym miejscu, w którym chciałem być”. To było niewiarygodne uczycie. Później, kiedy byłem już w zespole bojowym i sam jeździłem na selekcje jako instruktor, zachowywałem się identycznie wobec tych, którzy przeszli selekcję, jak tamci instruktorzy wobec mnie. Taki był zwyczaj w GROM-ie. Ale też z wielkim szacunkiem traktowaliśmy i te osoby, które odpadły podczas selekcji. Tak było, tak jest i mam nadzieję, że tak naprawdę poczułeś się jak agent 007? Był taki moment w Twoim zawodowym życiu?Tak się poczułem, będąc już w zespole bojowym, podczas ćwiczeń. To było coś wspaniałego. Ćwiczenia były wspaniale zaplanowane, świetnie ułożone, współpracowaliśmy z różnymi służbami. Czułem się pełną gębą agentem 007 (Śmiech).Tak opisujesz swoje doświadczenia, że wygląda, jakbyś szedł jak burza: kolejne poprzeczki, kolejne zadania, żadnej przegranej, same zwycięstwa. Nie miałeś takiego momentu, kiedy pękłeś, nie wytrzymałeś, kiedy pociekły ci łzy?Płakałem tylko wtedy, gdy byłem na misji i kiedy trumny z poległymi żołnierzami polskimi oraz wojsk koalicji, były z ceremoniałem wojskowym wnoszone do samolotów. Nigdy więcej. I nigdy się nie poddałem. Żołnierze GROM-u nie szkolą się po to, żeby przegrywać. Uczymy się walczyć po to, żeby w GROM-ie selekcja nigdy się nie kończy?Właśnie. Praca trwa cały czas. Cały czas pracujemy nad sobą. Może to górnolotnie brzmi, ale wcale takie nie jest. Współpracując ze sobą, musimy sobie ufać. Pomagać sobie nawzajem. Pilnować się. Jeżeli ktoś zaczyna odstawać – sam podejmuje decyzję o szkołę oficerską. Masz dwa dyplomy, z WSP w Częstochowie i SGH w Warszawie. Jesteś instruktorem technik antyterrorystycznych, spadochroniarzem, instruktorem strzelectwa, wspinaczki, samoobrony, specjalistą komunikacji neurolingwistycznej. A to tylko część Twoich umiejętności. Ciekawa jestem, które z nich Ty sam cenisz najbardziej?Umiejętności komunikacyjne są dla mnie ekstremalnie ważne. Prowadząc szkolenia, widzę, że potrafię nauczyć czegoś w bardzo krótkim czasie. Potrafię przekazywać trudne informacje w sposób prosty, łatwo na początku naszej rozmowy, że Twoja książka jest inspiracją tak samo dla mężczyzn, jak i kobiet, ale dla kobiet masz coś specjalnego. Okazało się, że posiadłeś wiedzę, jak dopasować kobiecie perfumy. Sztuki dopasowania zapachu do konkretnej kobiety nauczył Cię nieżyjący już ambasador Ryszard była magiczna chwila. Byłem z panem ambasadorem w Bagdadzie, na lotnisku. To było wtedy chyba jedyne miejsce w Iraku, które jako tako funkcjonowało; przylatywały samoloty wojskowe, ale i cywilne. I tam działał sklep bezcłowy. Wyobraź sobie – strefa wojenna, a tu masz dobrej jakości alkohol, papierosy, gadżety, jak np. markowe okulary, słodycze i oczywiście perfumy. Pan ambasador dobierał perfumy dla żony dziś świętej pamięci generała Bronisława Kwiatkowskiego. Zapytał mnie: „Kupowałeś kiedyś perfumy dla swojej kobiety?” No, kiedyś kupowałem. „Jak je wybierałeś?” – pytał dalej. Odpowiedziałem, że kierowałem się tym, co w danej chwili było modne, jeśli chodzi o zapachy. „O, to bardzo źle” – oznajmił i rozpoczął wykład. Okazało się, że wszystko zaczyna się od koloru włosów kobiety – inne zapachy są przeznaczone dla blondynek, a inne dla brunetek. To podstawowa z rozdziałów swojej książki poświęciłeś generałowi Sławomirowi Petelickiemu, twórcy GROM. Kim on był dla Ciebie?Miałem przyjemność widzieć pana generała w swoim życiu kilka razy, ale ten najważniejszy raz, kiedy go poznałem, to było zaraz po kursie podstawowym, kiedy zaprosiliśmy pana generała na uroczystą kolację. Wszędzie, gdzie generał Petelicki się pojawiał, wydawało się, że wraz z nim szedł blask. Cała jego sylwetka jaśniała, mówiło się wręcz, że on sam świeci. Wszyscy to zauważaliśmy. To było niesamowite, podobnie jak jego do nas serdeczność. Ryngraf, który od niego dostałem, z jego podpisem, wisi u nas na ścianie i jest traktowany nieomal jak święty pomoc w napisaniu książki i za inspirację dziękujesz córce generała– Dominice Petelickiej. Czy, gdy byłeś żołnierzem GROM-u przeszło Ci przez głowę, że kiedyś będziesz jej partnerem, towarzyszem życia?Powiem prawdę: wtedy nie wiedziałem nawet, że generał ma taką wspaniałą córkę. Poznałem Dominikę w momencie, kiedy już odchodziłem z jednostki; zaprosiłem ją na moje pożegnanie. Ważne było dla mnie, aby była na tej mojej imprezie, jej obecność traktowałem symbolicznie – odchodzę z GROM-u, na pożegnaniu jest córka twórcy GROM-u. I tyle. Musiał minąć kolejny rok, zanim znów się spotkaliśmy i zanim nasze dusze się i romantyczna historia! Przypomnę, że książkę zadedykowałeś wszystkim, którzy nie boją się walczyć o swoje marzenia. Twoim zdaniem to, o czym marzymy, jest po drugiej stronie strachu. Możesz to rozwinąć?Warto w życiu być odważnym; warto walczyć o swoje. Wszystko to, co chcemy osiągnąć, czeka na nas po drugiej stronie strachu. Jeśli ten strach przezwyciężymy; jeśli pokonamy go w sobie, wyjdziemy z własnej strefy komfortu, to osiągniemy wszystko, czego ofertyMateriały promocyjne partnera
wywiad z żołnierzem gromu